„Książę”

 

Były wakacje. Właśnie skończyłam ósmą klasę, a do naszej bardzo małej miejscowości (sześć domów na krzyż) wprowadzili się nowi sąsiedzi. Oczywiście było to wydarzenia na skalę światową. Wszyscy biegali podekscytowani . Każdy chciał być pierwszym, który pozna nowych. Mi akurat na tym nie zależało, bo prędzej czy później to i tak ich poznam – myślałam – więc ciśnienia nie było.

Dziewczyny piszczały, bo jak się okazało przybyło do naszej społeczności dwóch chłopaków. Starszy był w moim wieki.

Zanim dane mi było go poznać, zostałam już o wszystkim poinformowana: jak ma na imię, skąd się przeprowadził, gdzie pracują jego rodzice itd. Bardzo szybko zintegrował się ze społecznością, bo od razu też znalazł sobie dziewczynę,  moją koleżankę z klasy.

Wyjechałam na kilka dni do babci. Kiedy wróciłam, wyszłam wieczorem na dwór. Mieliśmy w zwyczaju, że wszyscy siadaliśmy na ulicy i do rana rozmawialiśmy, wygłupialiśmy się, opowiadaliśmy sobie historyjki, albo szliśmy na spacer (to były piękne czasy 🙂 ). Nowy też został zaproszony. Ja jak zwykle przyszłam ostatnia. Koleżanka podbiegła do mnie i mówi: „Choć zapoznam was”, a on na to: „Nie chcę się z nią zapoznać, bo ona jest brzydka”. To było…no właśnie jakie?

Było ciemno więc mnie nie widział, wcześniej też się nie spotkaliśmy, a on w ciemnościach i z daleka dostrzegł, że jestem brzydka. Chłopak chyba szósty zmysł posiadał, no proszę jaki to „książę” wprowadził się na taką daleką prowincję.

Nie powiem, że mnie to nie ubodło, ubodło i to bardzo. Pierwszy (i jak do tej pory jedyny ) raz ktoś powiedział, że mu się nie podobam. Moja duma bardzo ucierpiała. Może Miss Polski to ja nie jestem, ale żeby zaraz mnie skreślać nie znając mnie…

Po kilku dniach znowu się spotkaliśmy, tym razem w dzień. „Książę” przejrzał na oczy: „Nie jesteś taka brzydka, mogę się z Tobą zapoznać”- powiada. Ja jak na paniusię (bo tak mnie niektórzy nazywali) przystało, odpowiedziałam: „Nie dziękuję, też mi się nie podobasz” i odeszłam z uniesioną do góry głową.

Tak już zostało, że mieszkaliśmy w jednej miejscowości i się nie znaliśmy, nawet nigdy ze sobą nie rozmawialiśmy. Może to i głupie, może dziecinne – ale ja nigdy nie żałowałam, że go osobiście nie poznałam.

 

5 myśli na temat “„Książę”

Dodaj własny

  1. Po raz kolejny widać jak to ludzie lubią krytykować i oceniać nawet nie znając kogoś dobrze. Myślę ze ten „książę ” stracił możliwość poznania bardzo wartościowej osoby:) jego strata:) Pozdrawiam.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Heh, „Książę” widocznie miał jakieś magiczne moce, skoro widział w ciemnościach. Czasem nie ma co żałować, że ktoś nas ocenił zanim zdążył ujrzeć,a co dopiero z nami porozmawiać. To sprawia, że od razu w naszym życiu o jednego oszołoma mniej 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: